Szkoła tenisa w telewizji

Byłam u koleżanki może ze trzy miesiące temu i zaraziła mnie swoją pasją. Pewnie zastanawiacie się, co to może być. Powiem wam więc, że jest to nic innego jak po prostu tenis. Nie jestem jednak tym typem człowieka, który byłby w stanie sam sobie biegać za piłką.

Szkoła tenisa a nadwaga

szkoła tenisa Co to, to nie. Ja tylko oglądam tenis w telewizji. Może i bym chciała być zdrowsza i nieco szczuplejsza, ale ruch jakoś nigdy mnie nie kręcił. Nie lubię ćwiczeń i tym podobnych rzeczy. Ta moja koleżanka zapisuje na tenis dla dzieci swoje pociechy, ale ja tam nie jestem taka. Sama nie mam chęci ćwiczyć gdzieś w warszawskim klubie sportowym, więc dzieciaków nie będę też do niczego zmuszała. Prawda jednak jest taka, że tenis w telewizji wygląda naprawdę atrakcyjnie. Za każdym razem mocno się emocjonuję, kiedy go oglądam. Jak jeszcze słyszę te wszystkie okrzyki, szczególnie pań, podczas odbijania piłeczki, to wiem, że to musi być strasznie męczące. Tym bardziej nie zachęca mnie rekomendowana przez wielu szkoła tenisa w Warszawie, choć może byłoby wskazane, abym trochę zmniejszyła moją tuszę. Na pewno jednak da się jakoś bez ćwiczeń. Podziwiam jednak tych ludzi, którzy się uczą w takich szkołach, i którzy ogólnie są dobrzy w tenisie. To na pewno wymaga wiele pracy i wysiłku. Koleżanka zresztą mi opowiadała, jakie zmęczone są jej dzieci, kiedy wracają po tenisie do domu. Kładzie je tylko do łóżek i od razu zasypiają. Czasami chciałabym, żeby moje tak łatwo zasypiały, ale przecież nie będę ich tylko dlatego zapisywać na tenis. Mają zresztą i tak dużo więcej ruchu niż ja. Dużo biegają po podwórku. Ja tymczasem ograniczam się do oglądania tenisa w telewizji.

Wiem, że już na pewno się ze mnie śmiejecie, jak to czytacie, ale trudno. Mam świadomość, że powinnam chociaż zrobić sobie od czasu do czasu jakiś spacer, ale mi się nie che. Może jutro albo pojutrze.