Awans w pracy a centrale telefoniczne

Mój pierwszy awans był dla mnie prawdziwym szokiem, a zarazem bardzo przyjemną niespodzianką. Pamiętam dobrze wszystko, co działo się tamtego dnia. Byłem recepcjonistą w jednym z miejscowych hoteli.

Centrale telefoniczne i praca na recepcji

centrale telefoniczneNie była to praca jakoś szczególnie wymagająca ani pod względem fizycznym, ani intelektualnym. Trzeba było co prawda bardzo dobrze mówić po angielsku i w jeszcze jednym obcym języku, ale poza tym nic innego praktycznie nie było wymagane. Praca była bardzo spokojna, sympatyczna, ludzie byli mili, zarówno pracownicy jak i goście. Było wielu obcokrajowców, którzy byli nieziemsko wręcz wyluzowani – wszystko im pasowało, wszystko zawsze było świetnie i ok. Ja wówczas dbałem o centrale telefoniczne – ktoś w końcu musiał odbierać wszystkie te telefony, które non-stop dzwoniły w recepcji. Problemy ludzi były różne – a to telewizory hotelowe znowu nie działały tak jak powinny i trzeba było wzywać techników, a to zamki hotelowe nie chciały się otworzyć. W dalszym ciągu korzystaliśmy z klasycznych kluczy, co część gości często nam wypominała. W sumie to mieli rację – w biedniejszych hotelach o niższym standardzie były już zamontowane zamki elektroniczne, tymczasem u nas w dalszym ciągu żyliśmy technologią sprzed dwudziestu lat. Do klucza nie montowaliśmy nawet czegoś takiego jak lokalizator GPS. Awans dostałem po tym, jak prezes stojąc przy ladzie widział, jak udało mi się sprzedać pokój tuż nad głośnym weselem, po czym rozliczyłem bardzo skomplikowany rachunek jednego z gości który podszedł, by się rozliczyć. Prezes uśmiechnął się tylko i wrócił do swojego biura. Po około godzinie zostałem mianowany kierownikiem zmiany.

Nie była to duża różnica, ale zawsze to coś zmieniało. Przede wszystkim wypłatę oraz to, jak od tamtego momentu mogłem się przedstawiać – kierownik zmiany w jednym z najbardziej znanych hoteli w mieście.